oj tam 2012-01-24

mialam zle dni. takie, podczas ktorych czulam sie chujowo, do niczego, a wszystkie projekty, nad ktorymi aktualnie pracuje, wydaly mi sie do dupy. chyba minelo. pozbieralam sie, wzielam w garsc. leci jakos. ustalam priorytety i nie dam sobie wmowic, ze mi sie nie uda.

uda sie. wszystko sie uda, bo musi, bo jak tak sobie wymyslilam. jak nie drzwiami, to oknem, ale sie uda. aktualnie, oprocz tego, ze jestem na l4, mam taki zapierdol, ze masakra. walcze z prawnikami, urzedami, zalatwiam, podpisuje i generalnie, mam co robic. dziekuje tylko za wynalazek, jakim jest internet, bo bez niego zesralabym sie z iloscia godzin, jakie ma doba.

no. pomarudzilam, utwierdzajac sie tym samym w przekonanki, ze bedzie dobrze, bo ja tak chce. a teraz ide ogladac amerykanska lisbet, bo slyszalam juz takie rzeczy na temat acta, ze nie wiem, czy pojutrze wejde w ogole na fejsbuka, nie mowiac juz o ogladaniu filmow w necie.

skomentuj (0)

list 2012-01-17

dzien dobry. panie zloty, chcialam sie zwrocic do pana w bardzo waznej sprawie. nie mam watpliwosci, ze bywa pan na moim blogasku, bo znam pana i wiem, ze nie odpuscilby pan sobie. mam nadzieje, ze nie ludzi sie pan przekonaniem, ze zaszkodzil pan nam - mnie albo mojemu szanownemu malzonkowi. panie zloty, triumf w tej sytuacji bylby naiwnoscia, moze nawet skrajna.

panie zloty, po pana grozbach bardzo dlugo czekalam na jakikolwiek odzew z pana strony. sprawa ucichla - byc moze bylo to celowe dzialanie majace na celu zmylic mnie, uspic moja czujnosc? przykro mi, naprawde ciezko mnie zaskoczyc. generalnie, jest mi pana zal. tak, tak, jestem bardzo wrazliwa, choc twardo stapam po ziemi. zal mi pana, bo caly czas zyje pan nadzieja, ze ma pan jakakolwiek mozliwosc, by zniszczyc kogos lub cos. otoz, panie zloty, pan naprawde niewiele moze. malo tego, jesli liczy pan, ze pana dzialanie w jakis szczegolny sposob na mnie wplywa, to jest pan w bledzie, kolejnym zreszta.

powiem panu tak, bo taki filozof ze mnie i bardzo duzo rozmyslam, ze nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. zatem dziekuje panu. nie mam zalu, nie mam pretensji, ja i tak z tego wszystkiego wyjde obronna reka.

mam tylko nadzieje, ze zdaje pan sobie z tego sprawe. ma pan tego swiadomosc, prawda?


zatem, czas sie pozegnac. zycze panu wszystkiego dobrego i - powodzenia.



z powazaniem,
lipka

skomentuj (0)

na dobry poczatek roku 2012-01-12

no co.. brawurowo weszlam w ten nowy rok rozpieprzajac auto tatusia 1-go stycznia. tatus byl dzielny, jak sie tylko dowiedzial, ze to nie z mojej winy, ze jedna pani mi wymusila. brawo. jestem dumna i do dzisiaj nie moge wyjsc z podziwu. biorac pod uwage moja predkosc, to dziw, ze obeszlo sie bez wiekszych ofiar. no i co, wsadzili mnie w kolnierz, bo skrecilam kregoslup szyjny, czy jakos tak, dali l4 i kazali sie nie przemeczac. wiec co, odpoczywam, jezdze na krajoznawcze wycieczki autobusowe i rozmyslam.

dzisiaj pan chirurg przezywal, jak moglismy z tego wyjsc. no jak, sie pytam, normalnie, nie raz pierwszy, nie ostatni. to nie byl pierwszy raz, kiedy rozpieprzylam sie samochodem, teraz przynajmniej, jest z niego co zbierac.

no i siedze z mama przy kawce, palimy papieroski, a ona do mnie, uwazaj. na co, pytam, przeciez dobrze jezdze, to nie moja wina, takie tam. do trzech razy sztuka. a byly juz dwa. no, mysle sobie, niby racja, ale przeciez ja mam fart. i wyjde obronna reka, no bo jakby tak inaczej. pierwszy raz byl z tomaszem, jakkolwiek by to nie zabrzmialo. rozpieprzylismy sie tak, ze nic z samochodu nie zostalo. nam nic. poobijani, jakies siniaki, generalnie, na drugi dzien pojechalam normalnie do pracy. ten raz byl drugi. tym razem ja prowadzilam, ale wydaje mi sie, ze daleka bylam od paniki i wybralam najlepsza z mozliwych opcji, abysmy poniesli jak najmniejsze konsekwencje tego wypadku.

a teraz siedze i rozmyslam, kurwa, ile w koncu mam tych zyc.

skomentuj (1)